wtorek, 29 lipca 2014

Walki rycerskie a technika

Dzisiejszy artykuł inspiruje czytanka, którą znajdziecie pod adresem internetowym:
http://polska-zbrojna.pl/home/articleshow/13144?t=W-swiecie-rycerzy

Wywiadu udzielił Marcin Waszkielis i zanim zaczniecie czytać komentarz to zapoznajcie się z treścią oryginału. Z racji tematyki serwisu, dużo pytań jest pod kątem wojskowości. Jednak chciałem nawiązać do najbardziej interesującej części wywiadu, czyli szermierki.
Źródło: http://polska-zbrojna.pl/imageslibrary/GetImage/33792


Skoro już zaznajomiliście się z tekstem wywiadu i nic nie zwróciło waszej szczególnej uwagi to przytaczam interesujący fragment:
Zostałeś w tym roku podwójnym mistrzem świata w sportowych walkach rycerskich. Czym różnią się konkurencje, w których zwyciężyłeś?

Technicznie tym, że w jednej walczy się przy użyciu miecza oraz tarczy, a w drugiej wyłącznie przy użyciu miecza trzymanego oburącz. Ta pierwsza konkurencja jest zdecydowanie bardziej popularna i jest faktycznym wyznacznikiem umiejętności technicznych. W konkurencji miecza długiego bardziej liczą się warunki fizyczne, dlatego walka z mierzącym ok. 210 cm Francuzem była koszmarem. Cieszę się, że wygrałem w obu, choć dla mnie zdecydowanie bardziej liczą się turnieje miecza i tarczy, zarówno polskie jak i międzynarodowe.

W Hiszpanii byłeś niepokonany. Czy w szrankach ktoś dorównywał mistrzowi?

W konkurencji długiego miecza walka jest mniej techniczna, nie czuję się przez to w niej zbyt pewnie. Niemal wszystkie pojedynki w niej sprawiły mi sporo trudności. Miecz i tarcza zaś jest moją domeną i tak naprawdę obawiałem się jedynie zawodników z Niemiec i USA. Były to słuszne obawy, walka finałowa z Amerykaninem należała do najtrudniejszych w moim życiu. Fizycznie nie była ciężka, ale psychicznie wymęczyła mnie bardziej niż najostrzejsza partia szachów.
Tutaj następuję moment, w którym wszyscy trenujący DESW robią coś takiego:

Facepalm. I to wcale nie dlatego, że Marcin palnął jakąś głupotę czy coś takiego. Nie. Nasz medalista bardzo rzeczowo i konkretnie wyjaśnia jak wygląda stan rzeczy na polskiej scenie rycerskiej. Problem w tym, że chodzi o różnicę "jak jest", a "jak być powinno".

Pisałem już wielokrotnie na blogu, że poziom techniczny walk RR jest bardzo niski. Walka ogranicza się do wyprowadzania jednego (góra dwóch) ciosów. Różnica tylko taka, że zmienia się miejsce ataku. Do tego kilka technik zapaśniczych i akcji tarczą. I tyle.

Żeby nie było podnoszonego larum - wcale nie chcę się naśmiewać czy wyszydzać kolegów podążających tym tropem, bo prawda taka, że na chwilę obecną większość z nich zjadło by mnie na śniadanie. Głównie przez mój totalny brak kondycji i regularnego treningu. Do tego oddać należy, że motorykę i mechanikę swojego repertuaru mają opanowaną do perfekcji. Zdobyte wieloletnie doświadczenie również jest ważnym atutem.

Jednak jak by nie było, mówię wprost. Poziom techniczny jest niski. Trochę żałuję, że koledzy rycerze wypięli się na traktaty i scenę DESW, bo jest wiele technik, które z powodzeniem można zastosować w konwencji PWR. Jednak jeszcze kilka lat minie, aż poziom się wyrówna. Już nie będzie można wygrać pojedynku kondycją, szybkością czy siłą bo te rzeczy można wypracować i nadrobić stosunkowo łatwo. Zaistnieje wtedy potrzeba pewnego rodzaju przełomu. Czegoś co da przewagę. To będą właśnie techniki traktatowe i wtedy dopiero poziom walk rycerskich zacznie pikować w górę. Zapamiętajcie moje słowa - prędzej czy później to po prostu się musi stać. Tylko po co wyważać otwarte drzwi?

Ale wróćmy do facepalma. Chodzi o to, że walka mieczem długim jest dużo bardziej techniczna, niż z tarczą. Repertuar technik, które można zastosować jest znacznie większy. No i jeszcze trzeba używać miecza do bronienia się. I jak mówił Marcin - to kondycyjnie wymaga więcej. Póki co przewaga "techniczności" w mieczu i tarczy polega na tym, że zawodnicy nauczyli się całkiem dobrze posługiwać tarczą, więc żeby wypracować otwarcie trzeba się trochę namęczyć. I niestety tu się magia ekranu kończy. Jak wspominałem wcześniej - już niedługo będzie wystarczająca ilość zawodników trenujących długi miecz, że kondycja przestanie być atutem. I zacznie się technika.

2 komentarze:

  1. Jak mój Rycerz trenuje to długi z traktatów, a miecz i tarczę przekazywaną z pokolenia na pokolenie krakowskiej sceny reko ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niech wiedzę z traktatów przełoży na miecz i tarczę, a będzie niepokonany :-)

      Usuń